sobota, 22 października 2011
Pachnie słodko, weekendowo i jesiennie
Gruszka, imbir, cynamon, miód... Muffiny wyjęłam z piekarnika :-) A do tego mocna, czarna herbata. I gra planszowa. Idealny sobotni wieczór w babskim, bardzo miłym towarzystwie :-)
wtorek, 27 września 2011
Zasmutkowanie...
"– JAK SIĘ NAZYWA TO UCZUCIE W GŁOWIE, UCZUCIE TĘSKNEGO ŻALU, ŻE RZECZY SĄ TAKIE, JAKIE NAJWYRAŹNIEJ SĄ?
– Chyba smutek, panie. A teraz...
– JESTEM ZASMUTKOWANY." (Terry Pratchett. Mort)
– Chyba smutek, panie. A teraz...
– JESTEM ZASMUTKOWANY." (Terry Pratchett. Mort)
Jestem zasmutkowana...
środa, 21 września 2011
wtorek, 9 sierpnia 2011
Daleko i blisko do siebie
Ulubiony jedzie Daleko, a za moment Jeszcze Dalej... Przez następny miesiąc nasze drogi przetną się dwa razy, ale jedynie w przestrzeni bo w czasie i okolicznościach się rozmijamy. Czy z tą samą muzyką i tymi samymi audiobookami na Ipodach będzie nam bliżej do siebie?
Wybieram płyty i książki, zgrywam... Czułości tyle w to wkładam... Już tęsknię...
czwartek, 28 lipca 2011
Jutro...
Jutro. Jutro. Jutro... Ma być las, ma być cisza, ma być taras. I nie będziemy się nigdzie spieszyć... Jak ja się cieszę :-)
I tylko jeszcze spakować się trzeba (jak zwykle za dużo i jak zwykle na ostatnią chwilę) i przespać noc, rano do pracy na moment wejść i pozamykać sprawy. A potem zrobić sobie mocnej herbaty i pijąc powolutku poczekać aż Ulubiony przyjedzie i zabierze w zieloność.
I tylko jeszcze spakować się trzeba (jak zwykle za dużo i jak zwykle na ostatnią chwilę) i przespać noc, rano do pracy na moment wejść i pozamykać sprawy. A potem zrobić sobie mocnej herbaty i pijąc powolutku poczekać aż Ulubiony przyjedzie i zabierze w zieloność.
środa, 20 lipca 2011
To co ważne
Sterta książek do przeczytania wcale nie maleje, na liście "must" co rusz pojawiają się nowe pozycje. Zaległości filmowych coraz więcej. Od planów spotkań "na kawę", "na dobre jedzonko", "na pogadanie" w kalendarzu gęsto. Muzyka wpada w ucho gdzieś w drodze i pomiędzy. A w Ipodzie podcastów na tydzień słuchania bez przerwy... I jeszcze życie codzienne, rozmowy, gotowanie, praca...
Żyję odruchowo i bezrefleksyjnie, przestałam odróżniać to czego mi trzeba od tego, co pojawia się w formie natrętnego chcenia i przymusu.
Tryb wakacyjny czas włączyć... Cisza i tylko to, ważne. A ważne są chmury na niebie, mruczenie kocicy, gotowanie obiadu z Ulubionym, Bach, rozmowa z mamą, hamak z widokiem na zieleń, poranna droga do pracy przez pusty park, karmelowe lody z morską solą...
Żyję odruchowo i bezrefleksyjnie, przestałam odróżniać to czego mi trzeba od tego, co pojawia się w formie natrętnego chcenia i przymusu.
Tryb wakacyjny czas włączyć... Cisza i tylko to, ważne. A ważne są chmury na niebie, mruczenie kocicy, gotowanie obiadu z Ulubionym, Bach, rozmowa z mamą, hamak z widokiem na zieleń, poranna droga do pracy przez pusty park, karmelowe lody z morską solą...
wtorek, 12 lipca 2011
Weekend w rodzinnym domu
Pobujałam się w hamaku, pogapiłam w zieleń, wygłaskalam psa, pogadałam z mamą, zjadłam ulubioną zupę, posłuchałam cykania świerszczy... Zatrzymałam się w biegu i byłam tylko tu i tylko teraz...
Subskrybuj:
Posty (Atom)