poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Z zapętlenia powrót

Dośrodkowy czas, chroniczny brak energii, zapętlenie... 

Zaklejam pęknięcia spokojności, ceruję przetarcia codzienności... 

Znowu jestem na siebie uważna: czas na spokojną popołudniową herbatę, na przedwieczorne czytanie, na spacer w zieleni, na głaskanie kociego futra, na lody z Ulubionym... Jeszcze tylko jogi codziennej brak. 

Wracam do siebie. Obiecuję.

wtorek, 11 czerwca 2013

Słodkie zapachy lata

Zawsze o tej porze roku mam wrażenie, że w Warszawie nie ma innych drzew, tylko lipy. Sama radość tak szwendać się tu i tam, zatrzymywać na ułamek sekundy pod jakąś kwitnącą zielonością, by potem w sobie zatrzymać na długą chwilę ten moment i zapach i szczęście... I jeszcze jaśmin... I zapach skoszonej trawy... I dzisiejsze niebo tuż przed zachodem słońca...(może bez zapachu, ale za to jakie kolory!). I oolong świeżo zaparzony, pachnący słodkim mlekiem...

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Najważniejsze

Lista rzeczy do zabrania a na pierwszym miejscu zawsze to samo: notes, długopis, aparat fotograficzny. Kolejne niezbędne rzeczy (poza paszportem i kartą kredytową) to Ipod i książki (teraz zastąpione Kindlem) i notes z adresami (tak, nadal wysyłam zwykłe papierowe kartki z pozdrowieniami). No i dopiero potem cała konieczna reszta.

Ciekawa jestem bez czego w podróży nie mogą się obyć inni ludzie. 

piątek, 22 marca 2013

Na skrzydłach motyla

Herbata zielona, w pączku rozwijającym się w dzbanku w kwiat. Kubek do herbaty też zielony. Kot szaro-bury na turkusowo-zielonej poduszce. Za oknem biel zakryta czernią i szarością nocy. Na paznokciach lakier jak opalizujące skrzydła motyla. W głowie wyobrażone barwy nieznanego jeszcze kawałka świata, w którego kierunku już niedługo (bo miesiąc minie szybciutko, prawda?) będę lecieć...   

piątek, 25 stycznia 2013

Wańka wstańka...

Przewracam się z boku na bok, poduszka wędruję z prawej strony na lewą, razem ze mną i z poduszką wędruję po łóżku kocica. Bezsenna noc... Dopadają strachy, lęki i złość na samą siebie, że się nie przygotowałam na kryzys, potem pojawia się też złość na tych, którzy do sytuacji kryzysowej doprowadzili i sami z przyszłością zabezpieczoną pełnym kontem, patrząc w oczy mówią "więcej optymizmu!". 

Wstaję, robię rumiankową herbatę, wkładam słuchawki w uszy i zostawiam za sobą rzeczywistość, wchodzę w świat z jakiegoś audiobookowego czytadła, które wpadło mi w ręce przy przeglądaniu szuflady z różnościami. Zasypiam w końcu tuż przed szóstą rano... 

Teraz w głowie myśl "Aaśnie, że nie! Nie dam się! Wyjdę z tego silniejsza". Zawsze tak reaguję na zły czas, na trudności, które niemal powalają, na smutki, na kryzysy. Najpierw chowam się w kącie w poczuciu bezradności i w lęku, czasem popłaczę... A potem wstaję, strząsam z siebie strach, robię mocną herbatę i... ruszam do boju :-)

poniedziałek, 29 października 2012

Życie...

Poranny miks jesieni i zimy, z błękitem nieba, ostrym słońcem, szaleństwem kolorów oszronionych liści... 

Herbata w żółtym kubku...

Radość, że już niedługo do mamy pojadę...

Zapach pieczonego kurczaka...

Mruczenie kocicy...

Marzenia o podróży dalekiej...

Troska o dalekich, a jednak bliskich, którzy tam gdzie huragan...

Bacha najpiękniejsza muzyka...

Pełnia ukochana skryta za chmurami...

Wiadomość, że Chustka już gdzieś indziej... 

Smutek...

Jestem...