środa, 11 sierpnia 2010

Wagary

Zrobiłam sobie dzisiaj wagary od życia, od pracy, od codzienności. Żadnego pośpiechu, przymusów, gaszenia pożarów i udawania, że jestem bardzo zajęta, gdy tymczasem myśli mieszają się z marzeniami.

Pobyłam sobie tam i dawno temu... Ze wspomnień wyjęłam to, co najlepsze, przywołałam dźwięki, zapachy, smaki, kilka obrazów; a potem, już tu i teraz, słuchając melancholijnego głosu Des Ree zrobiłam najlepszy na świecie tabouleh :-)



niedziela, 18 lipca 2010

Malowanie słowami...

Tuż przed siódmą rano - deszcz. Wreszcie... Teraz niżej nad horyzontem cienka warstwa szarych, rzadkich obłoków przepływających szybko na tle mleczno-niebieskiego nieba. Wyżej cienki pasek błękitu i kolejna warstwa chmur, jasnoszarych, gęstych. I głośne pomruki burzy krążącej gdzieś niedaleko.

Malowanie słowami, John Ruskin; coś, co pomaga wyjść poza zwykłe patrzenie, uczy widzieć i rozumieć co porusza w tym, co oglądam. Ćwiczenie uważności.

Skończyłam czytać Sztukę podróżowania (Alain de Botton), jednak nie odłożyłam jej jeszcze na półkę, ciągle kartkuję, przeglądam, zatrzymuję się przy zdaniach różnych. Filozoficzna strona podróżowania...