Zrobiłam sobie dzisiaj wagary od życia, od pracy, od codzienności. Żadnego pośpiechu, przymusów, gaszenia pożarów i udawania, że jestem bardzo zajęta, gdy tymczasem myśli mieszają się z marzeniami.
Pobyłam sobie tam i dawno temu... Ze wspomnień wyjęłam to, co najlepsze, przywołałam dźwięki, zapachy, smaki, kilka obrazów; a potem, już tu i teraz, słuchając melancholijnego głosu Des Ree zrobiłam najlepszy na świecie tabouleh :-)
środa, 11 sierpnia 2010
niedziela, 18 lipca 2010
Malowanie słowami...
Tuż przed siódmą rano - deszcz. Wreszcie... Teraz niżej nad horyzontem cienka warstwa szarych, rzadkich obłoków przepływających szybko na tle mleczno-niebieskiego nieba. Wyżej cienki pasek błękitu i kolejna warstwa chmur, jasnoszarych, gęstych. I głośne pomruki burzy krążącej gdzieś niedaleko.
Malowanie słowami, John Ruskin; coś, co pomaga wyjść poza zwykłe patrzenie, uczy widzieć i rozumieć co porusza w tym, co oglądam. Ćwiczenie uważności.
Skończyłam czytać Sztukę podróżowania (Alain de Botton), jednak nie odłożyłam jej jeszcze na półkę, ciągle kartkuję, przeglądam, zatrzymuję się przy zdaniach różnych. Filozoficzna strona podróżowania...
Malowanie słowami, John Ruskin; coś, co pomaga wyjść poza zwykłe patrzenie, uczy widzieć i rozumieć co porusza w tym, co oglądam. Ćwiczenie uważności.
Skończyłam czytać Sztukę podróżowania (Alain de Botton), jednak nie odłożyłam jej jeszcze na półkę, ciągle kartkuję, przeglądam, zatrzymuję się przy zdaniach różnych. Filozoficzna strona podróżowania...
Subskrybuj:
Posty (Atom)